środa, 25 maja 2016

Organizacyjny majstersztyk, czyli Bieg po Nowe!

      Nazajutrz czekał mnie nieco ważniejszy bieg, jednak ponieważ cel był szczytny, a start "za miedzą", postanowiłem wziąć udział w zawodach również w sobotę. Cóż to była za impreza?


      Otóż już po raz trzeci Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii nr 3 w Łodzi zorganizował w Parku na Zdrowiu charytatywny event, mający na celu zbiórkę środków na wsparcie swoich podopiecznych. Tym razem była to druga edycja Biegu Po Nowe na dystansie 5-ciu oraz 10-ciu kilometrów.

niedziela, 22 maja 2016

Biegowy Przełaj na Młynku - Relacja

      Spodziewałem się, że trasa dziś może być trudna, postanowiłem więc wystartować w butach trailowych. Nie sądziłem jednak, że w Łodzi można wytyczyć bieg po aż tak hardkorowym terenie! Gdy tylko dotarłem na miejsce rozgrywania zawodów, już wiedziałem, że coś się święci - zanim doszedłem do biura, na pięć spotkanych osób, siedem ostrzegło mnie, że będzie dziś rzeźnia!


      Testowy, rozgrzewkowy przebieg rundy przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Było ciasno, wąsko, błotniście, krzaczaście i bardzo technicznie. Na dodatek dobór obuwia już przed startem postawił mnie w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ rywale nie odrobili tak dokładnie lekcji ze znajomości trasy. Wszystkie te czynniki razem zrodziły w mojej głowie taktykę, która miała dać mi upragnione zwycięstwo. Jak się sprawdziła? Zapraszam!

wtorek, 17 maja 2016

Lecimy, nie śpimy! :D

      To miał być wyjątkowy bieg. Noc, pas startowy międzynarodowego lotniska i ponad siedmiuset biegaczy gotowych, by za chwilę zmierzyć się ze swoimi słabościami. Ale to za chwilę...

czwartek, 12 maja 2016

Relacja - Bieg Wdzięczności - 8.05.2016

      Tak naprawdę była to moja pierwsza okazja, aby zmierzyć się z większością czołowych biegaczy w regionie. Do tej pory ścigałem się albo w mniejszych, lokalnych zawodach, albo w dużych, ale na wyjeździe, więc mimo, że czułem się tego dnia mocny, nie do końca wiedziałem czego mogę się spodziewać po Biegu Wdzięczności za Pontyfikat Jana Pawła II w Konstantynowie Łódzkim, na którego linii startowej właśnie stałem. Cel był jasny - 16:30...


sobota, 30 kwietnia 2016

Oszukać umysł.

      Zaczynało robić się coraz cieplej. Była 11:55. Słońce wzbiło się już na taką wysokość, że dawało się we znaki, nieprzyzwyczajonej do niego skórze. Na dodatek zaschło mi w gardle. Na szczęście spiker właśnie zapowiedział, że na trasie pojawi się dodatkowy punkt z wodą i to już na 2-gim kilometrze. Co za ulga! Normalnie biegnąc dychę nie przyjmuję płynów w ogóle, jednak już w tym momencie wiedziałem, że tym razem będzie to zbawienie.
      Zająłem miejsce w pierwszym rzędzie. Z głośników dobiegło do nas odlczanie: 5, 4, 3, 2, 1... START! Biegacze zalali ulice Torunia.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Do 3 razy sztuka!

      Ten dzień zaczął się dla mnie już o 6:30. Pierwszy start był o 9:00, więc miałem akurat czas na zjedzenie porządnego śniadania na tyle wcześnie, abym mógł potem biec swobodnie bez zbędnie obciążonego układu pokarmowego. Około 8:30 wyruszyłem. Wziąłem auto, bez niego nie byłoby szans na realizację mojego planu - grafik był zdecydowanie za bardzo napięty.


      W Parku Poniatowskiego pojawiłem się sporo przed czasem. Jubileuszowa, dwusetna edycja łódzkiego Parkrunu miała być rozgrzewką przed kolejnymi startami, mającymi dla mnie większe znaczenie. Jak już wspomniałem wszystko miałem tego dnia wyliczone niemal co do sekundy, więc około 5-minutowe opóźnienie startu odrobinę mnie zmartwiło. Ostatecznie jednak udało się ruszyć.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Relacja - Czwarta Dycha do Maratonu - Lublin

      Do Lublina pojechałem kompletnie niepewny tego, czego mogę się po tym biegu spodziewać. Po długim dochodzeniu do siebie i wielu przerwach w treningach nie byłem w stanie jednoznacznie ocenić na co mnie będzie stać. Po cichu liczyłem, że uda się utrzymać stałe tempo 3:27 min/km, co dałoby upragniony rezultat 34 minut i 30 sekund.


      Na starcie ustawiłem się w drugim rzędzie, a głównym zadaniem, jakie postawiłem przed sobą na pierwsze kilkaset metrów było nie wyjście na prowadzenie. Robiłem tak już w tym roku wiele razy i zawsze okazywało się to błędem - tym razem miałem się pilnować!

czwartek, 31 marca 2016

Bieganie na orientację

      Na trzysetny start w mojej karierze wybrałem imprezę wyjątkową i całkiem dla mnie nową. Jak to zwykle bywa, do wszystkich najdziwniejszych rzeczy namawia mnie mój klubowy kumpel Mati. Tak było również i tym razem - pewnego dnia zaproponował mi, abym w czwartkowe popołudnie, 2 dni po debiutanckim triathlonie wybrał się z nim na sam koniec Łodzi, aby przez pół godziny biegać po ciemku po terenie szpitala z mapą i szukać jakichś punktów. Nie dość, że już nawet brzmi to głupio, to jeszcze kompletnie się na tym nie znam, na zawody było zdecydowanie za wcześnie po wysiłku jakim był dla mnie triathlon, a nawet na trening średnio się nadawało. "Odpada" - stwierdziłem - "lepiej pobiegam sobie po Retkini!".

sobota, 26 marca 2016

Parkrun Pabianice

      W tegoroczną Wielką Sobotę na biegowej mapie województwa łódzkiego pojawiły się nowe, cykliczne zawody - mianowicie Parkrun Pabianice. Miałem okazję, a także przyjemność stanąć na starcie historycznego, pierwszego pabianickiego biegu.
      Pierwszym wrażeniem po przybyciu na start był szok - mimo bardzo słabej pogody, w biegu postanowiło wziąć udział aż 73-ech biegaczy. Szczerze mówiąc spodziewałem się może 30 i to tylko dlatego, że wiedziałem, że dość sporo osób z Łodzi wybiera się na inaugurację. Tak więc już przed pierwszym gwizdkiem wielkie brawa dla organizatorów za wypromowanie tego wydarzenia w swoim mieście!


      Na starcie przywitało nas grono wolontariuszy i organizatorów oraz specjalnie zaproszony na tę okazję Pan Urzędnik (chyba z Urzędu Miasta, ale nie mam pewności :D ). Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i... zaczęło się!

piątek, 18 marca 2016

Najcięższa godzina w życiu

      Ostatni wtorek był dla mnie dniem wyjątkowym - po raz pierwszy w życiu stanąłem na starcie zawodów triathlonowych. Niby żadna to wielka dla mnie nowość - na rowerze zjadłem zęby, biegam już od dwóch lat, a i pływanie, jako trening uzupełniający jest u mnie obowiązkowym punktem każdego tygodnia, jednak nigdy nie robiłem wszystkich tych rzeczy na raz, na dodatek na maxa, więc ten start był dla mnie jedną wielką zagadką.


      Mówi się, że osobie, która nigdy nie przebiegła maratonu nie da się opisać uczuć, które towarzyszą temu wydarzeniu. Debiutancki maraton to coś naprawdę wyjątkowego, a przeżycia i emocje doświadczane podczas jego trwania są czymś niepowtarzalnym i unikatowym. Mimo, że mam już na swoim koncie kilka biegów na królewskim dystansie i każdy z nich jest i na pewno zawsze będzie ważny, nic jednak nie zastąpi wspomnienia debiutu.
      Wydaje mi się, że podobnie jest z triathlonem, i że magia, której doświadczyłem we wtorek w Warszawie może być już nie do odtworzenia. Nie wiem czy się uda, ale spróbuję najlepiej jak umiem podzielić się z Wami tym co wydarzyło się tego dnia. Zapraszam!