czwartek, 31 grudnia 2015

Świąteczny Parkrun

      Ostatnio wśród biegaczy panuje trend, aby pisać relacje z biegów, w których biorą udział. Jest to bardzo sympatyczna moda - zawsze bardzo lubię zagłębić się w taką lekturę. Pozwala to przenieść się oczyma wyobraźni na trasę wyścigu i przeżyć wraz z autorem te wszystkie emocje, które towarzyszyły mu podczas biegu, a które przelał na papier, chcąc się nimi podzielić z innymi. Przeczytanie takiego sprawozdania z biegu potrafi dać człowiekowi porządnego motywacyjnego kopa!
      Sam również lubię pisać biegowe relacje. Gdy człowiek siądzie tak sobie na spokojnie w domu i przypomina jak to wszystko było przychodzą refleksje, pojawia się analiza. Myślę co mogłem zrobić lepiej, a co było tak jak być powinno. I znowu pojawia się motywacja - inspiruję innych, ale jednocześnie nakręcam też sam siebie, aby następnym razem być jeszcze lepszym.

wtorek, 10 listopada 2015

Bieg Niepodległości - 7.11 - Konstantynów Łódzki


      Choć Święto Niepodległości dopiero jutro, to ja już od kilku dni mam za sobą Bieg Niepodległości w Konstantynowie Łódzkim. I właśnie o tym biegu chciałbym dziś napisać, ale zanim to zrobię, najpierw parę słów naskrobię o tym, co działo się przed nim. Zapraszam!

poniedziałek, 7 września 2015

Blog żyje! / Blog is alive!

[english below]

      Hej! Jak może wiecie jestem w trakcie 3,5 miesięcznej podróży rowerowej po Bałkanach. Niestety nie mam możliwości pisać tutaj o wszystkim co się dzieje, nie oznacza to jednak, że blog umarł! Wszystkie newsy, wpisy i bieżące informacje znajdziecie na facebook'u pod adresem www.facebook.com/BikeEuroTrip ;) Po powrocie stopniowo zamierzam uaktualnić też bloga ;) Dozo!

      As you maybe know I am during my 3,5 month travel by bike around the Balkans. I'm not able to update here posts and informations, but everything you can find "live" on my facebook page - www.facebook.com/BikeEuroTrip After retourn I am going to continue with blog as well! Cya!

czwartek, 9 lipca 2015

Balkany Tour - etap pierwszy: Łódź - Budapeszt

      Pierwszy etap podróży już za nami. Trasa Łódź- Budapeszt miała zająć nam 30 godzin, ale jak się okazało bardzo się przeliczyliśmy i ledwo wyrobiliśmy się 4-ego dnia! Z jednej strony szkoda, że nie udało się osiągnąć założonego celu, ale z drugiej… bardzo dobrze! Dlaczego? Już opowiadam.

      Doskonale pamiętam moją pierwszą podróż rowerową- do Paryża. Niby było super, niby fantastyczna przygoda, ale… od wejścia na rower w Łodzi do zejścia z niego 19 dni później wszystko miałam zaplanowane, nie było ani odrobiny miejsca na spontaniczność, czy zaskoczenie.
      Tym razem starałem się zorganizować to nieco inaczej, jednak ukryte we mnie zamiłowanie do planowania wzięło górę i początek wyprawy i tak charakteryzował dość napięty grafik. Jednakże od momentu, gdy przekroczyliśmy bramę kampingu w Cieszynie, cały misterny plan poszedł w p… i zaczęła się przygoda! Właśnie do Cieszyna zamiast Budapesztu udało nam się dotrzeć za pierwszym podejściem. Ale po kolei…
      Na 13:00 umówiłem się z ekipą TVP Łódź, więc i na 13:00 miał dotrzeć do mnie Piotrek. Niestety o 13:00 byłem nadal w proszku (stąd tylko jedna sakwa przy rowerze w TV :D ). Po nagraniu materiału szybko wróciłem do pakowania, zjadłem ostatni domowy obiadek, i parę minut przed 16:00 wyruszyliśmy.
      Parę minut po 16:00 z kolei, jeszcze na Maratońskiej, Piotrek złapał gumę. No pięknie, mamy zrobić 600 km, już na starcie 2- godzinne opóźnienie, i jeszcze to… szybka akcja ratunkowa i już kręciliśmy dalej. Jechało się dobrze, a wręcz bardzo dobrze. Gdzieś przed Widawą dołączył do nas Jarek, który samochodem zamierzał obstawiać nas aż do północy.


      Stanęliśmy, by się przywitać, a w prezencie dostaliśmy mega opaski (takie z jakimi Ultrakolarz jechał przez USA! :D ).

piątek, 12 czerwca 2015

Kilka njusów z przygotowań do wyprawy!

      Wielkimi krokami zbliża się moja kolejna wyprawa rowerowa - Łódź-Ateny-Stambuł-Łódź, a tymczasem zapraszam Was na dalszą część retrospekcji z mojego debiuty - podróży do Paryża! ;)
      Jeśli chodzi o nadchodzącą przygodę to mam kilka newsów! Po pierwsze, kolejny już raz nie będę jechał sam! :D przynajmniej do Aten podróżował ze mną będzie Piotrek z Wielunia (zapraszam na jego fanpage na facebooku), pamiętacie mój debiutancki maraton w Gdańsku i kumpla, który uratował mnie przed odwodnieniem i śmiercią głodową? :D To dokładnie ten sam Piotrek :D
      Co więcej postanowiliśmy zwrócić się o pomoc w sfinansowaniu wyprawy do społeczności polakpotrafi.pl. Nasz projekt jest już opublikowany, więc jeśli podoba się Wam to co robimi i poprzez wsparcie nas choćby symboliczną kwotą chcecie stać się częścią naszej przygody, to zapraszam serdecznie tę stronę i na projekt Rowerem na Bałkany! ;) Z góry serdecznie dziękuję i życzę aktywnego weekendu! :D


Tour do Francji

      Stało się! 12ego lipca 2013 roku o godzinie 8:50 wyruszyłem. Przez pierwsze 30 kilometrów towarzyszył mi młodszy brat Szymon, potem zostałem sam... Nie wiedziałem za bardzo czego mogę się spodziewać od mojej wyprawy... Jechałem w nieznane, miałem nocować u obcych ludzi, przejeżdżać rowerem z sakwami na bagażniku średnio 240 kilometrów dziennie, sam i jeszcze w założeniu miało mi to sprawiać frajde. Zobaczymy!



wtorek, 26 maja 2015

Ultramaratońskie pierwsze kroki

      Witajcie po krótkiej przerwie! Dziś nareszcie nadeszła pora, aby rozliczyć się z mojego ultramaratońskiego raczkowania ;) Mimo, że nie było ono jakoś wybitnie udane, są rzeczy z których mogę być zadowolony! Sprawdzcie nowy wpis pod tytułem Ultrapodchody! Zapraszam ;)


Ultrapodchody

      Wszystko wskazuje na to, że zakochałem się bez wzajemności. Na początku wydawało się, że będzie miło, łatwo i przyjemnie, tak jak w książkach, które od jakiegoś czasu czytałem coraz częściej. Wiecie jak to jest - udany start, a potem wszystko układa się po naszej myśli, aż do szczęśliwego happy endu. Kiedy na dodatek w grudniu ubiegłego roku przeżyłem fantastyczną przygodę, której nie tylko nie szukałem i nie zabiegałem o nią, ale wręcz była dla mnie olbrzymim zaskoczeniem, gdyż spadła zupełnie znienacka, zacząłem wierzyć, że moje przeznaczenie jest jasno i klarownie określone i że właśnie dowiedziałem się, jak spędzę resztę mojego życia.
      No cóż, rzeczywistość okazała się brutalna i szybko sprowadziła mnie na ziemię. Wszystko wskazuje na to, że moja miłość jest jednostronna i że będę się musiał nieźle nagimnastykować, by coś z niej wyszło. A że musi wyjść, o tym jestem przekonany - już dawno podjąłem decyzję, że sam wykreuję swoją przyszłość, a w tym wypadku, wyjątkowo mocno czuję, że warto walczyć!

Just never give up! ;)

poniedziałek, 11 maja 2015

Maratón de Madrid

      Madrycki Maraton był moim czwartym w niezbyt długiej jak dotąd karierze biegacza. Bardzo przydało mi się to skromne doświadczenie, ponieważ pozwoliło uniknąć wiele niepotrzebnego stresu, który towarzyszył mi przy poprzednich startach. Tym razem do biegu podchodziłem ze spokojną głową, mimo, że od samego rana nie wszystko było tak, jak być powinno - szatnia znajdowała się kilometr od linii startu i trzeba było tam biec, aby zostawić rzeczy. Spowodowało to, że dotarliśmy z Jankiem na Plaza des Cibeles o godzinie 8:53, gdy nasz Cajón 1 - pierwsza strefa, był już totalnie pełen. Kolejny raz skorzystaliśmy jednak z karty dodatkowych praw Polaka na wakacjach i wcisnęliśmy się przez szparę między barierkami na prawie sam początek, a po zdjęciu blokady oddzielającej elitę od plebsu przepchaliśmy się jeszcze bardziej, co pozwoliło nam minąć linię startu na 7 i 8 sekund po strzale startera - dobry wynik!

Plaza des Cibeles - miejsce startu

czwartek, 23 kwietnia 2015

ULTRA "Geniusze" Biegania / ULTRA "Gênios da Corrida

      - Co Ty masz na głowie?! - usłyszałem wchodząc do namiotu - biura zawodów XXX Łódzkiego Biegu Sylwestrowego. Takie niewinne pytanie, a zaowocowało czymś, co ciężko pomieścić nie tylko na głowie, ale i w niej!