piątek, 12 czerwca 2015

Kilka njusów z przygotowań do wyprawy!

      Wielkimi krokami zbliża się moja kolejna wyprawa rowerowa - Łódź-Ateny-Stambuł-Łódź, a tymczasem zapraszam Was na dalszą część retrospekcji z mojego debiuty - podróży do Paryża! ;)
      Jeśli chodzi o nadchodzącą przygodę to mam kilka newsów! Po pierwsze, kolejny już raz nie będę jechał sam! :D przynajmniej do Aten podróżował ze mną będzie Piotrek z Wielunia (zapraszam na jego fanpage na facebooku), pamiętacie mój debiutancki maraton w Gdańsku i kumpla, który uratował mnie przed odwodnieniem i śmiercią głodową? :D To dokładnie ten sam Piotrek :D
      Co więcej postanowiliśmy zwrócić się o pomoc w sfinansowaniu wyprawy do społeczności polakpotrafi.pl. Nasz projekt jest już opublikowany, więc jeśli podoba się Wam to co robimi i poprzez wsparcie nas choćby symboliczną kwotą chcecie stać się częścią naszej przygody, to zapraszam serdecznie tę stronę i na projekt Rowerem na Bałkany! ;) Z góry serdecznie dziękuję i życzę aktywnego weekendu! :D


Tour do Francji

      Stało się! 12ego lipca 2013 roku o godzinie 8:50 wyruszyłem. Przez pierwsze 30 kilometrów towarzyszył mi młodszy brat Szymon, potem zostałem sam... Nie wiedziałem za bardzo czego mogę się spodziewać od mojej wyprawy... Jechałem w nieznane, miałem nocować u obcych ludzi, przejeżdżać rowerem z sakwami na bagażniku średnio 240 kilometrów dziennie, sam i jeszcze w założeniu miało mi to sprawiać frajde. Zobaczymy!



wtorek, 26 maja 2015

Ultramaratońskie pierwsze kroki

      Witajcie po krótkiej przerwie! Dziś nareszcie nadeszła pora, aby rozliczyć się z mojego ultramaratońskiego raczkowania ;) Mimo, że nie było ono jakoś wybitnie udane, są rzeczy z których mogę być zadowolony! Sprawdzcie nowy wpis pod tytułem Ultrapodchody! Zapraszam ;)


Ultrapodchody

      Wszystko wskazuje na to, że zakochałem się bez wzajemności. Na początku wydawało się, że będzie miło, łatwo i przyjemnie, tak jak w książkach, które od jakiegoś czasu czytałem coraz częściej. Wiecie jak to jest - udany start, a potem wszystko układa się po naszej myśli, aż do szczęśliwego happy endu. Kiedy na dodatek w grudniu ubiegłego roku przeżyłem fantastyczną przygodę, której nie tylko nie szukałem i nie zabiegałem o nią, ale wręcz była dla mnie olbrzymim zaskoczeniem, gdyż spadła zupełnie znienacka, zacząłem wierzyć, że moje przeznaczenie jest jasno i klarownie określone i że właśnie dowiedziałem się, jak spędzę resztę mojego życia.
      No cóż, rzeczywistość okazała się brutalna i szybko sprowadziła mnie na ziemię. Wszystko wskazuje na to, że moja miłość jest jednostronna i że będę się musiał nieźle nagimnastykować, by coś z niej wyszło. A że musi wyjść, o tym jestem przekonany - już dawno podjąłem decyzję, że sam wykreuję swoją przyszłość, a w tym wypadku, wyjątkowo mocno czuję, że warto walczyć!

Just never give up! ;)

poniedziałek, 11 maja 2015

Maratón de Madrid

      Madrycki Maraton był moim czwartym w niezbyt długiej jak dotąd karierze biegacza. Bardzo przydało mi się to skromne doświadczenie, ponieważ pozwoliło uniknąć wiele niepotrzebnego stresu, który towarzyszył mi przy poprzednich startach. Tym razem do biegu podchodziłem ze spokojną głową, mimo, że od samego rana nie wszystko było tak, jak być powinno - szatnia znajdowała się kilometr od linii startu i trzeba było tam biec, aby zostawić rzeczy. Spowodowało to, że dotarliśmy z Jankiem na Plaza des Cibeles o godzinie 8:53, gdy nasz Cajón 1 - pierwsza strefa, był już totalnie pełen. Kolejny raz skorzystaliśmy jednak z karty dodatkowych praw Polaka na wakacjach i wcisnęliśmy się przez szparę między barierkami na prawie sam początek, a po zdjęciu blokady oddzielającej elitę od plebsu przepchaliśmy się jeszcze bardziej, co pozwoliło nam minąć linię startu na 7 i 8 sekund po strzale startera - dobry wynik!

Plaza des Cibeles - miejsce startu

czwartek, 23 kwietnia 2015

ULTRA "Geniusze" Biegania / ULTRA "Gênios da Corrida

      - Co Ty masz na głowie?! - usłyszałem wchodząc do namiotu - biura zawodów XXX Łódzkiego Biegu Sylwestrowego. Takie niewinne pytanie, a zaowocowało czymś, co ciężko pomieścić nie tylko na głowie, ale i w niej!

piątek, 17 kwietnia 2015

Ostatnia faza przygotowań do maratonu.

      Ostatni czas nie był dla mnie łatwy. Musiałem zmierzyć się z niemałym problemem, który o mało nie przekreślił całego mojego wysiłku na drodze do madryckiego maratonu. Dzięki pomocy dobrych ludzi udało się jednak przezwyciężyć wszelkie trudności i wyjść na prostą... Ostatnią prostą - do wielkiego dnia zostało już tylko 9 dni! Zapraszam na BPS - tydzień piąty, szósty i pół siódmego po więcej szczegółów! ;)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Droga do Madrytu - BPS, tydzień 5, 6 i pół siódmego.

      Ostatni czas był dość trudny. Jeśli chodzi o mój nastrój to można porównać go do sinusoidy - najpierw hura-optymizm na poczatku 5-ego tygodnia, potem pogodzenie się z brakiem nowej życiówki w 6-tym, by znów wrócić do mojej najwyższej dyspozycji, na zaledwie 10 dni przed maratonem. Ale po kolei:
      Piąty tydzień rozpoczął się od szybkiego biegu na 15 km. Podczas rozgrzewki miałem kilka momentów, w których biodro bolało mnie tak bardzo, że musiałem się zatrzymywać. Obawiałem się więc treningu, jednak na szczęście okazało się, że im szybciej biegnę, tym mniej boli. Miała być godzina, a wyszło 59:23. Super! Maraton jest mój!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

O Portugalii słów kilka.

      Ostatnio pojawiło się tu trochę nowości - jest o otwartości Portugalczyków, zaskakujących obliczach Portugalii, autostpowaniu na zajęcia, nauce języka czy portugalskim kinie i telewizji, a wszystko to w zaledwie dwóch postach:
      Serdecznie zapraszam! ;)


Oglądanie TV w Portugalii

      Portugalia zadziwia na wielu płaszczyznach. Przyjeżdżając tu z polskimi nawykami, przyzwyczajeniami czy oczekiwaniami, wiele rzeczy człowiekowi po prostu nie mieści się w głowie.


      Dwa pierwsze dni w tym kraju spędziłem "couchsurfując", więc miałem okazję zapoznać się trochę z portugalskimi zwyczajami. O ile niektóre rzeczy, jak na przykład człowiek w domu = telewizor włączony, są podobne wszędzie, o tyle już sama zawartość tegoż odbiornika - niekoniecznie.